Kresy nasze Kresy

Serwis informacyjny o kresach wschodnich

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Menu serwisu Historia
Historia Kresów

Miejsce urodzenia - Łanowce

Łanowce. Malownicza wieś, położona w kotlinach wśród wysokich wzgórz, przeoranych wieloma parowami i dolinami. W głównym, najszerszym i najniżej położonym miejscu toczyła swoje wody Niczława (lewy dopływ Dniestru). Podczas suchego lata była to rzeka niewielka, ale wartka. Za to podczas roztopów lub po obfitych opadach była bardzo groźną rzeką i zagrażała wszystkiemu, co napotykała po drodze.

 

BOŻE NARODZENIE W MILNIE NA PODOLU

Boże Narodzenie ze względu różne związane z nim obyczaje, było obok Wielkanocy, największym corocznym wydarzeniem w życiu kresowego sioła. Poprzedzał je okres wyczekiwania i przygotowań. Mężczyźni z wyprzedzeniem jeździli do młyna by zrobić zapas mąki na świąteczne wypieki. Zwłaszcza pszennej, białej, pytlowej. Po tym bito świnie (przeważnie do spółki) i robiono wyroby mięsne. Ponieważ w święta i niedziele nie wykonywano żadnych -poza obrządkiem inwentarza- prac gospodarczych, musiał być przygotowany odpowiedni zapas sieczki i drewna opałowego.

 

Obraz malowany po latach

Podole z mleka i miodu słynące.  Urodziłem się na Podolu, we wrześniu 1932 roku we wsi Łanowce w powiecie Borszczów. Do granicy Państwa z ówczesną Rosją było zaledwie 12 lub 13 kilometrów, do Skały Podolskiej nad Zbruczem. Można powiedzieć, że urodziłem się w pasie przygranicznym. Na kilka miesięcy przed wojną okolica była penetrowana przez sowieckich wywiadowców, najczęściej przebranych za żebraków. Na tamtych terenach stale wszelkiej maści żebraków było bez liku. Przychodzili do furtek i bram i prosili o wsparcie. Nie zawsze chcieli przyjmować chleb i mleko.

 

Za lwowską rogatką

Za lwowską rogatką. Z Łyczakowa i Kajzerwaldu do Lesienic, Winnik, Czyszek i Biłki

19 listopada 2014, środa, godz. 12.00 i 18.00, ul. Karowa 20

W minionych latach, w listopadzie - miesiącu dedykowanym pamięci o mieście Lwowie - zapraszaliśmy Państwa na autorskie prezentacje Tomasza Kuby Kozłowskiego pod hasłem „Za lwowską rogatką” (2011 - W Brzuchowicach, Dublanach i Kulikowie; 2012 - Od Skniłowa i Zimnej Wody po Janów i Gródek; 2013 - Od Snopkowa i Persenkówki do Nawarii i Pustomyt).

 

PRZYSZLI ZABIĆ NAS W WIGILIĘ

Szykowaliśmy się do wieczerzy wigilijnej, gdy prawie równocześnie z serią karabinową i dźwiękiem sygnaturki usłyszeliśmy ujadanie psów i podejrzane hałasy w pobliżu naszego domu. Na te odgłosy matce wypadły z rąk talerze, na których niosła opłatki z miodem. Krzyknęła: - Dzieci uciekajmy bo mordują! Ten krzyk i brzęk rozbijanych talerzy słyszę do dziś. Siostra rzuciła się do okna i uchylając okiennicę zawołała: - Idą do nas. Wszyscy wypadli do sieni, by uciekać na strych. Wiedziałem czym to grozi i siłą ściągnąłem matkę i brata Kazika z drabiny. - Chodźcie za mną! – rozkazałem.  Chciałem uciekać przez pokój na wschód, ale okazało się, że drzwi do pokoju były zamknięte. Matka wcześniej odruchowo zamknęła je na klucz, który schowała w kieszeni, o czym w panice zapomniała.

 

OPRAWCY PRZEŻEGNALI SIĘ I WYMORDOWALI WSZYSTKICH POLAKÓW

Była to niedziela 12 marca 1944 roku . Dzień ten rozpoczynał się piękną słoneczną pogodą. Śniegi już stopniały, tylko jeszcze w parowach, wąwozach były resztki. Słońce nagrzewało mocno czarną żyzną glebę, a nagrzane powietrze drgało w bezwietrzu. Wieś naszą otoczyła tyraliera rizunów wraz z SS manami z Galizion Tarnopol. W kierunku wsi oddano dwa wystrzały armatnie z szosy wiodącej do Podkamienia. Po tych wystrzałach uzbrojeni mieszkańcy nasze wsi uznali, że to wojsko niemieckie, regularne oddziały frontowe. Wydano rozkaz, by chować broń, bo z wojskiem walka jest daremna. Wpadliśmy w szpony hordy bandyckiej ukraińskich rizunów.

 

Moje Kresy – Szczepan Waliduda

Ojciec Szczepana – Marcin pochodził z bogatej rodziny Walidudów z którymi liczono się w Łosiaczu. Gdy żenił się z jedną z trzech córek Eliasza i Anny Chemij, od ojca Wojciecha otrzymał 7 morgów dobrej ziemi. Babcia Szczepana Anna Chemij dobrze wyposażyła swoją córkę, przeznaczając w posagu 3 morgi pola. Chemijowie także należeli do znaczących się gospodarzy w tej podolskiej wsi. Dziadek Eliasz wspólnie gospodarzył z moim ojcem, tato był zięciem u Chemijów. Gdy tylko nadarzała się okazja, podczas parcelacji kupowali ziemie dworskie i tym samym powiększali wspólne gospodarstwo. Tuż przed wojną nasze gospodarstwo liczyło 42 morgi.

 

Moje Kresy – Bronisława Gabrowska

Podole, Słobódka Dżuryńska. Najdalej na zachód wysunięta miejscowość powiatu czortkowskiego, ówczesnego województwa tarnopolskiego. Jedna z najbogatszych wsi w tym regionie z polską ludnością. Położona na Płaskowyżu Podolskim, gdzie nad dwoma strumieniami okalającymi z dwóch stron małe wzgórze rozpoczyna swój bieg rzeka Dżuryn. Wieś leży jakby na uboczu,3 kilometry od głównego traktu Czortków - Buczacz i dalej na Stanisławów, zwanego „drogą cesarską”. Droga ta została zbudowana na cześć cesarza Franciszka Józefa, ponieważ tędy w czasie pobytu w Galicji Wschodniej miał przejeżdżać. Dawniej ze Słobódki do Czortkowa i Buczacza prowadziły dwie drogi polne, które łącząc się ze wspomnianym gościńcem stanowiły doskonały skrót do owych miast. W tej oto podolskiej wsi w „pięknym pałacu” krytym strzechą, zwanym lepianką, dnia 9 lipca 1930 roku przychodzi na świat Bronisława Gabrowska, córka Józefa Koliweszko i Józefy zd. Semcyszyn. ”Pałac” zbudował dziadek Bronisławy - Michał z babcią Rozalią. Mieszkali w nim rodzice Józefa i jego rodzeństwo - siostra Maria i brat Leon.

 


Strona 1 z 14

Translate Google

Czytaj KSI

Statystyki

Odsłon : 1210598

Kto nas ogląda

Naszą witrynę przegląda teraz 67 gości 

Reklama

Logowanie