Nie wiemy gdzie zaczynał pracę zawodową. Pewne jest to, że władze oświatowe w Białymstoku zatrudniły go jako kierownika nowo wybudowanej Szkoły Powszechnej w Kruszewie.
O jego awansie prawdopodobnie zadecydował fakt, że posiadał potrzebne kwalifikacje i był zwolennikiem Józefa Piłsudskiego. W dziennikach i arkuszach ocen za rok 1927/28 widnieją podpisy Józefa Świrniaka. Dał się poznać jako pracowity człowiek i zdolny organizator. Pracy było dużo, gdyż w szkole brakowało wyposażenia, doświadczonego zespołu pedagogicznego, wreszcie uczniów. Część okolicznych chłopów niechętnie wysyłała dzieci do szkoły, woleli zatrudniać je w gospodarstwie. Zjawisko to szczególnie nasilało się w okresie prac wiosennych lub też kopania ziemniaków. Bywało, że ilość dzieci w klasach spadała o połowę. Były przypadki, że dziecko zostawało w tej samej klasie z powodu dużej ilości opuszczonych godzin. Działo się to z krzywdą dla dzieci, bo opuszczały się w nauce. Wytrwałe uświadamianie rodziców i namowy stopniowo przyniosły poprawę sytuacji.
Pan kierownik Świrniak był gorącym patriotą, pracę swą traktował jako służbę ojczyźnie. W pokoju jadalnym jego mieszkania wisiał portret Piłsudskiego oraz szabla, podobno podarowana przez wodza (może podczas nominacji oficerskiej, gdyż pułk, w którym służył, otrzymał za męstwo w wojnie z bolszewikami miano żelaznego i był elitarną jednostką). Uczył dzieci miłości do ojczyzny i do przywódcy państwa. W szkole gorliwie obchodzono wszystkie rocznice i święta państwowe. On to założył Związek Strzelecki dla młodzieży starszej i organizację Orlęta dla młodszych. Jako oficer rezerwy był komendantem placówki i odpowiadał za poziom wyszkolenia. Szkolenie drużyny strzeleckiej prowadzili okoliczni podoficerowie tacy jak: Jan Dziejma ze Śliwna, Józef Bołtruczyk, Radłowski Adolf z Kruszewa, którzy ukończyli służbę wojskową. Strzelcy posiadali kompletne mundury piechoty i karabiny typu Mauser wzór 29 produkcji polskiej z Radomia. Ćwiczenia ze strzelania prowadzono w miejscu zwanym Kaljerem położonym za wsią Kruszewo. Wyrobisko powstałe w wyniku wywozu żwiru na budowę szosy jest w tym miejscu do dnia dzisiejszego. Zajęcia na strzelnicy poprzedzał przemarsz przez wieś śpiewającą kolumną. Musztrę ćwiczono na boisku szkolnym po zakończeniu lekcji. Zajęcia w terenie odbywały się w okolicznych lasach. Ćwiczono zdobywanie i obronę pozycji. Po drodze doskonalono rozwijanie i zwijanie tyraliery. Po powrocie do wsi odbywało się czyszczenie broni. Karabiny przechowywano w pokoju kierownika szkoły.
Józef Świrniak ożenił się w 1930 r. z młodą nauczycielką Weroniką Topolewicz z Białegostoku. Ojciec Weroniki był współwłaścicielem tartaku, znajdującego się w Białymstoku przy ulicy Sienkiewicza. Rok później urodziła im się córka Krystyna w szpitalu w Białymstoku przy ul. Warszawskiej, a dwa lata później syn Jerzy.
Życie rodzinne i zawodowe płynęło spokojnie, okraszane zwykłymi kłopotami dnia codziennego, aż do września 1939 roku. O wybuchu wojny powiadomiła szkołę jedna z nauczycielek około godziny dziewiątej, gdyż posiadała radio. Z niego usłyszała komunikat o wybuchu wojny. Wielka trwoga zapanowała wśród nauczycieli i po naradzie pan Świrniak jako kierownik szkoły, zdecydował o zawieszeniu zajęć i zwolnieniu dzieci do domu. Nauczyciele rozjechali się do swych rodzin, wynajętymi przez kierownika furmankami. Dwa dni później nad Kruszewem pojawiły się niemieckie samoloty. Józef Świrniak wybiegał do nich z karabinem w ręku, ale cóż mógł im zrobić. Złość i bezsilność targały nim na przemian. W ślad za samolotami ruszyła lawina uciekinierów przez kruszewski most na wschód, w stronę Białegostoku. W rodzinie Świrniaków rozpoczęło się gromadzenie zapasów żywności i gorączkowe narady co dalej robić. Ukryli wszystkie cenne przedmioty w naprędce pogłębionej piwnicy, nakryli to deskami i zamaskowali. Słoje z mięsem i masłem zakopali na skraju boiska szkolnego. Postanowili wyjechać na jakiś czas do Białegostoku do brata Józefa Świrniaka – Jana, i ewentualnie dalej na wschód pociągiem, co mógł ułatwić brat Weroniki - Roman Topolewicz, który był naczelnikiem białostockiej stacji kolejowej. Józef Świrniak załadował na dwie wynajęte furmanki karabiny i amunicję, nakrył to słomą a na tym usadowił rodzinę i niezbędne rzeczy. Do pilnowania domu i szkoły pozostali rodzice Józefa i matka żony. Uciekinierów było na szosie tak dużo, że trudno było wbić się w kolumnę furmanek. Po umieszczeniu żony i dzieci u rodziny, odwiózł karabiny do jednostki wojskowej. 15 września do Białegostoku wkroczyli Niemcy. Dwa dni później Związek Radziecki napadł na Polskę i okazało się, że nie ma dokąd uciekać.
Józef Świrniak postanowił powrócić do Kruszewa, które było w tym czasie zajęte przez Niemców. Niemcy już byli w szkole i przeprowadzili dokładną rewizję. Odkryli skrytkę w piwnicy. Wszystkie rzeczy poprzebijali bagnetami. Prawdopodobnie szukali wywiezionej broni, znaleźli tylko pusty stojak od karabinów. Wkrótce, w końcu września, przyszli nowi okupanci i 2 XI 1939 Kruszewo włączono w skład Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Szkoła nadal była zamknięta, przez co rodzina pozbawiona została środków do życia. Sytuację ratował fakt, że prowadzili niewielkie przydomowe gospodarstwo rolne. Pomagali im również miejscowi gospodarze, którzy uchwalili na ten cel dostawy żywności. W końcu stycznia 1940 r. przyszło dwóch sowietów: jeden w mundurze z karabinem, a drugi w cywilu. Powiedzieli, że zabierają Józefa Świrniaka na konferencję. Mężczyzna w cywilnym ubraniu był żydem o nazwisku Kopeć, przedwojenny drobny handlarz galanterią,. Przy okazji prowadził komunistyczną propagandę. Świrniak wypędzał go ze wsi. Wszyscy byli przekonani, że to Kopeć go wydał. Na pytanie babci Topolewicz - dlaczego zabierają takiego porządnego człowieka , odpowiedział po rosyjsku, że „my waszych psów nie karmimy''. Na drugi dzień pani Weronika Świrniak pojechała do Białegostoku aby uzyskać informację co dzieje się z mężem, ale niczego się nie dowiedziała. Po latach córka Józefa Świrniaka, Krystyna otrzymała wiadomość z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Białorusi, że był aresztowany za kierowanie kontrrewolucyjną młodzieżową organizacją, nie podano jednak przebiegu uwięzienia. Nie wydał nikogo NKWD, świadczy o tym fakt, że nikt z jego znajomych, ani z członków drużyny strzeleckiej nie został aresztowany. Marny los by ich czekał, tym bardziej, że kilku z nich mieli w swych rękach. W szeregi Armii Czerwonej, jesienią 1940r., przymusowo wcielono członków drużyny strzeleckiej: Sokoła Antoniego, Dziejmę Władysława, Krysiewicza Pawła, Krysztopika Stanisława. Wszyscy z rocznika 1918/19. Przyjaciele radzili Pani Weronice, aby natychmiast uciekała, ale pani Świrniak nie chciała zostawić starych rodziców. 13 kwietnia 1940 roku aresztowano całą rodzinę i wywieziono do Kazachstanu. Z Józefem nie mieli żadnego kontaktu ani żadnej wiadomości o nim. Nie wiadomo czy w okresie śledztwa przebywał on w więzieniu na ulicy Kopernika w Białymstoku, czy też został przewieziony do innego więzienia. Do wsi powrócił jesienią 1941r, po agresji Niemców na Związek Radziecki. Wygląda na to, że agresja niemiecka przywróciła mu wolność. W Kruszewie mówiono, że strażnicy w więzieniu otworzyli cele i pozwolili więźniom uciec. Czy to się zdarzyło w Białostockim więzieniu? Raczej nie, gdyż z przekazów wynika, że powrócił jesienią , czyli około trzech miesięcy później, co by sugerowało, że był wywieziony dalej na wschód. Z relacji Jana Dziejmy dla komendanta AK okręgu Białystok „Mścisława” wynika, że Józef Świrniak por. rezerwy, były kierownik szkoły podstawowej w Kruszewie przyszedł do jego domu w Śliwnie w 1941 r. Był chory, wychudzony i nie brał początkowo udziału w konspiracji. Dopiero kiedy wyzdrowiał, udał się do Białegostoku i objął obowiązki kierownika wywiadu na miasto Białystok. Pracował pod pseudonimem „Zew”. Do zadań wywiadu należało dostarczanie informacji do centrali AK o działaniach administracji okupacyjnej, rozlokowaniu i ruchach wojsk niemieckich, przygotowanie wszystkich operacji zbrojnych oraz likwidacja zdrajców. Wielokrotnie z powodu koordynacji różnych zadań pojawiał się w okolicy Ruszczan, Śliwna, a także w Kruszewie, gdzie spotykał się z członkami konspiracji w swoim opuszczonym mieszkaniu, przy prymusie, aby nie zdradzić swej obecności. Od 1942 roku zwiększono mu zakres obowiązków o funkcję Zastępcy Komendanta Obwodu Białystok - miasto. Po zamknięciu 2 listopada 1942 r. getta żydowskiego w Białymstoku, Józef Świrniak został kierownikiem organizacji pomocy i zaopatrzenia ludności żydowskiej znajdującej się w getcie. Do jego obowiązków należało zdobywanie i dostarczanie dużej ilości żywności do getta, którą beczkowozami o podwójnym dnie przewożono na teren getta. Furmanami dowodził szef Żydowskiego Związku Walki – Wolf. Jednym ze znanych kanałów, którym płynęła żywność, był kanał wiodący z młyna w Kurowie do Starosielc. Józef Świrniak zorganizował go poprzez Jana Dziejmę ps. „Grom” - komendanta placówki w Barszczewie. Dominik Ciereszko członek AK z Kruszewa miał szwagra o nazwisku Kowalewski, który mieszkał w Kurowie i pracował w młynie. W nocy ładowano mąkę w workach na łódki i przewożono na drugi brzeg Narwi, do Kruszewa. Następnie członek AK ze Śliwna - Edward Sokół przewoził ją furmanką przez Kruszewo, Śliwno, Konowały, Kościuki, Barszczewo do Starosielc, gdzie młodzi ludzie szybko ją rozładowywali. Akcję tę przeprowadzono kilkanaście razy. Najbardziej niebezpieczny był odcinek Barszczewo – Starosielce, gdyż w Barszczewie mieszkał niemiecki komisarz rolny Sommer i trzeba było posiadać kartę na mielenie zboża. Nielegalne mielenie zboża karano obozem koncentracyjnym. Placówka AK w Starosielcach przepakowywała mąkę do mniejszych opakowań i umieszczała w beczkowozach, resztą zajmował się ŻZW. Trwało to, aż do likwidacji getta 20 sierpnia 1943r.
W maju 1943 r. Świrniak otrzymał awans na kapitana rezerwy, a w listopadzie 1943 roku Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami. Z relacji kpt. Przemysława Hlawatego wynika, że w czerwcu 1943 r. oddział dywersyjny AK pod dowództwem Michała Dziejmy „Boruty” zniszczył w Białymstoku poprzez podpalenie biuro Arbeitsamtu przy ulicy Warszawskiej, co spowodowało likwidację kartotek ludzi przeznaczonych do wywózki. W przygotowaniu akcji brał udział szef wywiadu okręgu Józef Świrniak oraz jego brat Jan ps. ”Wiara”. Z relacji mjr. Władysława Kaufmana ps. „Bogusław”, który został w lipcu 1943 r. wyznaczony przez komendanta okręgu Władysława Lniarskiego ps. „Mścisław” inspektorem nr 5 inspektoratu białostockiego wynika, że spotkał się z Józefem Świrniakiem w marcu 1944r. Celem spotkania z szefem wywiadu na m. Białystok ps. „Zew” i szefami innych służb, było omówienie sposobów uwolnienia więźniów będących w rękach gestapo. Józef Świrniak zaproponował uwalnianie więźniów poprzez przekupienie gestapowców. Na trzy dni przed rozpoczęciem rozmów z gestapowcami zameldował, że wszystko gotowe, otrzymał zgodę na rozpoczęcie akcji w dniu 27 kwietnia 1944 roku. Następnego dnia po przeprowadzonej akcji do Władysława Kaufmana dotarła wiadomość, że Józef Świrniak został aresztowany. Podobno zdradził go pośrednik Brzeziński ps. ”Dwójka”. Natomiast z innej relacji tego samego wydarzenia kpt. Przemysława Hlawatego ps. „Bron” pełniącego chwilowo funkcję zastępcy komendanta obwodu na pow. Wysokie Mazowieckie wynika, że w końcu marca 1944 r. więzienie w Białymstoku zapchane było więźniami, w tym ważnymi ludźmi z konspiracji. Niemcy codziennie dokonywali egzekucji. Zarządzono zbiórkę pieniędzy, aby jak największą liczbę osób wykupić z aresztu. Wykonawcą planu był szef wywiadu na miasto Białystok Józef Świrniak nawiązał kontakt z dwoma oficerami gestapo. Rozmowy odbyły się 27 kwietnia 1944 r. w kancelarii obozu przejściowego dla młodzieży przy szosie Żółtkowskiej w Białymstoku. Łącznikiem był Brzeziński, który pracował w tym obozie. Wypłacono połowę wynegocjowanej kwoty, niestety rozmowy przeciągnęły się poza godzinę policyjną do 21.00. Świrniak ochraniany był przez obstawę tylko do godziny policyjnej czyli do 20. Gestapowcy zaproponowali odprowadzenie Świrniaka i Brzezińskiego do domów. Świrniak mieszkał w tym czasie na ulicy Młynowej. Gdy przechodzili przez ulicę Lipową, obok kościoła Rocha, zostali wydani przez gestapowców przechodzącemu patrolowi niemieckiemu. Trzy dni później Przemysław Hlawaty otrzymał meldunek, że 27.04.1944 r. do budynku kryminal polizei przy ul. Warszawskiej 50 w Białymstoku przywieziono nieżyjącego człowieka wyglądem przypominającego Świrniaka. Wiadome było, że Świrniak posiadał cyjanek potasu, co na własne oczy widział Hlawaty. Dowództwo okręgu AK było przekonane o śmierci Józefa Świrniaka, czego potwierdzeniem było pośmiertnie przyznanie mu odznaczenie.
Tak Józef Świrniak zakończył służbę ukochanej Polsce. Miejsce pochówku nie jest znane. Czy była to zorganizowana przez gestapo zasadzka, czy indywidualna akcja funkcjonariuszy w celu zdobycia pieniędzy? Raczej to pierwsze, gdyż gestapo dokonało rewizji w miejscu zamieszkania Józefa Świrniaka, zabierając aparat radiowy. Aresztowano właścicielki mieszkania, siostry Kuczyńskie ps „Ciotka” i „Hanka” oraz brata Józefa - Jana Świrniaka, który trafił do obozu w Stutthoffie. Przeżył obóz i po wojnie wyjechał do Anglii. Jan Świrniak ps. „Wiara” członek AK razem z bratem Józefem pracował w wywiadzie. Zatrudniono go w „Polizeiprezydium”, aby mieć dobry dostęp do informacji wroga. Wspólnie przygotowali pod kątem wywiadowczym wiele akcji AK. Zdrajca Brzeziński uniknął kary, gdyż najpierw był w rękach gestapo, ale po wypuszczeniu, znajdował się pod ich opieką. Po wojnie stanął jednak przed sądem. Był oskarżony z artykułu o współpracę z gestapo, za co dawano karę śmierci. Brzeziński Stanisław ps. „Dwójka” został skazany przez sąd Rzeczpospolitej jedynie na karę 10 lat więzienia (czyżby tym razem podjął współpracę z UB?). Podczas postępowania zeznał, że zdradził z powodu swego aresztowanego brata. Zdrada była ceną za życie brata. Na procesie tym była żona „Zewa” Weronika Świrniak, która w 1949 r. powróciła z zesłania z Syberii. Chciała dowiedzieć się czegoś o losach męża. Przez cały okres od aresztowania Józefa tj. od stycznia 1940 r. do powrotu z zesłania w 1949 r., nie miała o nim żadnych wiadomości. Na zesłaniu, gdy dotarły do niej wieści o mordzie w Katyniu, nabrała przekonania, że został rozstrzelany razem ze wszystkimi oficerami. Po powrocie uzyskała o mężu szczątkowe informacje od kuzynów i ludzi z AK. Panował komunistyczny terror i mało kto chciał udzielać informacji, a wielu siedziało w więzieniach. W maju 1944 r. Komendant Białostockiego Okręgu Armii Krajowej Władysław Lniarski ps. „Mścisław” odznaczył pośmiertnie Józefa Świrniaka Krzyżem Walecznych.
Bibliografia
1] Władysław Zajdler - Żarski, Ruch Oporu w Latach 1939-1944 na Białostocczyźnie, Referat materiałowy – część 4
2]Wywiad z córką Józefa Świrniaka - Panią Krystyną Świrniak-Mateuszuk
3] Wywiad z Edwardem Sokołem
4]Wywiad z Eugeniuszem Radłowskim
Materiał wpisał Bogusław Szarwiło za : http://www.pamiec.org.pl/











